|
ABSURDALNE PRZEPISY PLL LOT WYCOFAŁ |
|
|
|
Posłowie Solidarnej Polski apelują do premiera Donalda Tuska o odwołanie prezesa PLL LOT. Powodem jest wpis do Podręcznika Procedur Pokładowych zakazu noszenia w widocznym miejscu biżuterii obrazującej symbole religijne. Zakaz miał wejść w życie 1 marca. Wczoraj zarząd firmy ostatecznie wycofał się z kontrowersyjnego zapisu i poinformował o usunięciu tego fragmentu z regulaminu określającego zasady umundurowania personelu pokładowego narodowego przewoźnika. Firma przeprosiła również wszystkich, którzy takim zamiarem poczuli się urażeni. "Szanując przywiązanie do tradycji i wrażliwość Polaków, rozumiemy ich poruszenie i oburzenie" - napisał w oświadczeniu rzecznik prasowy PLL LOT Leszek Chorzewski.
Czy to zamyka sprawę?
Zdaniem posłów Solidarnej Polski, nie. W ich ocenie, pracownicy LOT otrzymali już sygnał, jakie są oczekiwania zarządu, choć oczywiście dopiero po publikacji "Naszego Dziennika" wycofał się z nich. Premier Donald Tusk powinien wyciągnąć konsekwencje wobec dyrektora LOT i skomentować sprawę, osobiście odnieść się do tego.
- Nawet Palikot nie wpadł na taki pomysł - wskazywał Zbigniew Ziobro. W jego ocenie, wyciągnięcie konsekwencji wobec zarządu należącej do Skarbu Państwa spółki powinno być testem intencji premiera.
Zdaniem Solidarnej Polski, działania mające na celu zmuszenie ludzi pracujących w firmie do ukrywania przywiązania do wyznawanej wiary są nie tylko sprzeczne z polską kulturą i tradycją, ale przede wszystkim z prawem. Arkadiusz Mularczyk przypomniał, że wciąż obowiązuje w Polsce ustawa o gwarancjach wolności sumienia i wyznania. - Konstytucja gwarantuje nam wolność sumienia i wyznania. Zgodnie z tą ustawą każdy polski obywatel ma prawo do korzystania na równych zasadach z wolności kultu i praktyk religijnych. Także uzewnętrzniania przedmiotów stanowiących przedmiot kultu - argumentował Mularczyk. Tylko ustawodawca może wprowadzić takie ograniczenia i to również na pewnych zasadach.
Politycy SP komentowali też argumentację kierownictwa LOT, które próbowało uzasadniać nowy regulamin. Chorzewski tłumaczył, że zmiany wprowadzono, mając na względzie zapewnienie bezpieczeństwa.
- Proszę o przykład takiego incydentu. Jeśli jednak pan rzecznik przyjmuje taką argumentację, to według tego rozumowania możemy dojść do przekonania, że osoby ochrzczone w ogóle nie powinny pracować w LOT - mówił Ziobro.
Do redakcji "Naszego Dziennika" napisał wczoraj jeden z pilotów. Wyjaśnienia rzecznika spółki o rzekomym braku bezpieczeństwa i możliwości wybuchu awantury na pokładzie samolotu nazwał Himalajami absurdu. "Ze zdumieniem przeczytałem oświadczenie Rzecznika Prasowego PLL LOT p. Chorzewskiego, że: "...Historia lotnictwa pełna jest przypadków, w których symbol religijny doprowadzał nawet do awaryjnego lądowania samolotu". Nie znam takiego zdarzenia z lotnictwa światowego, a przynajmniej w PLL LOT takiego zdarzenia nie było. W mojej pracy spotykałem się, że pasażerowie modlili się na pokładzie samolotu szczególnie w długich rejsach. Dotyczyło to często pasażerów Żydów. (...) Informowałem pasażera, że może się modlić, kiedy samolot osiągnie wysokość przelotową i kiedy nie ma turbulencji. Pasażer zakładał białą chustę, wstawał z fotela brał do ręki księgę i modlił się. Nikomu to nie przeszkadzało" - relacjonuje pilot. MWA Nasz Dziennik
|